Przejdź do zawartości

Volunteering: Różnice pomiędzy wersjami

Z Horyzont Zdarzeń
Nie podano opisu zmian
 
Linia 250: Linia 250:
Do zobaczenia. Dziękuję Wam za tą rozrywkę.
Do zobaczenia. Dziękuję Wam za tą rozrywkę.


[[Kategoria:Asurabook]]
[[Kategoria:ASURABOOK]]

Aktualna wersja na dzień 12:15, 26 kwi 2025

Help Needed

Ah!

Czyżby wreszcie kontakt z Horyzontem Zdarzeń? Wybornie.

Plik:Isla Nublar.png

Mapa, którą Kira nieopatrznie zostawiła na stole w Lost.

Witajcie w moim... hm... jakby to nazwać. Sanktuarium? Nie, to zbyt patetyczne określenie. Więzieniu? Na pewno jestem tu w odosobnieniu, lecz czy czuję się skrępowany? Nic z tych rzeczy. Nazwijmy to zatem... zaciszem. Zatem od początku:

Witajcie w moim zaciszu! Jak pewnie słyszycie, określenie to jest aż nadto adekwatne. Poza moim głosem nie zaznacie tu żadnego dźwięku. Jedynie pustą, niczym nie zmąconą, nieskończoną ciszę. Chciałbym pokazać Wam jak wygląda to miejsce w najdrobniejszych szczegółach, aczkolwiek... na daną chwilę przekaz głosowy musi wystarczyć. Proszę, nie przejmujcie się tym zbytnio. Nie spodziewam się aby wasze zdolności poznawcze były gotowe na przygodę w tym miejscu. Być może wykracza ono nawet poza zdolności waszej percepcji. Nigdy nie miałem okazji tu nikogo gościć, zatem ciężko jest mi wydać ostateczny osąd. Odbiegam jednak od tematu, a choć dysponuję niemalże nieskończoną ilością czasu, nie chcę nikogo przesadnie zanudzać.

Pozwolę sobie zatem przejść do sedna sprawy. Mianowicie - przygody jaką mieliście okazję przeżyć, a ja mogłem z zapartym tchem obserwować. Ta zaczęła się nieco wcześniej niż mieliście okazję się o tym dowiedzieć, jednak nic we wszechświecie nie dzieje się bez powodu. Spójrzmy zatem w zapiski przeszłości. To w jaki sposób ta przygoda zaczęła się dla Was, było niemałym przełomem. Przynajmniej dla jednej osoby. Treserka raptorów o wdzięcznym imieniu Kira odważyła się poprosić resztę z Was o pomoc w sprawie Nublar, rezerwatu przyrody będącego jej własnością i... jakby nie patrzeć, jej drugim domem. Z trzech. Proszę bardzo, takiej to się układa. Ja wciąż nie jestem w stanie nazwać chociażby jednego miejsca takim określeniem. Tak jak wyjaśniła, zwierzęta zaczęły znikać z terenu rezerwatu przyprawiając ją o co najmniej kilkadziesiąt dodatkowych zmartwień, których wcale nie potrzebowała. Fauna ponoć zbierała się w jednym miejscu wyspy, aby po prostu wyparować kiedy pracownicy wyruszali w teren sprawdzić co się wydarzyło. Podejrzewaliście kłusowników, wyrwy do Mgieł... nawet swego rodzaju oddziaływania magiczne. Niesamowicie przejęta kobieta nie miała jednak zbyt wielu informacji, które faktycznie naprowadziłyby Was na to co konkretnie miało miejsce. Szczęśliwie jednak, po obejrzeniu mapy Isla Nublar i zgarnięciu dodatkowego sprzętu do pomiarów zdecydowaliście się wyruszyć na śródziemnomorską wyspę.

W ten sposób szóstka z Was - Astariss Estel, Beren Estel, Jared Garwarsson, Kira Sverige, Pankrac Lamyette i Pyshap Rendgrace, wyruszyła na Nublar. Pokonaliście cudownie wyglądającą plażę trafiając do bazy wypadowej rezerwatu, przewrotnie nazywanej tam "Domem". Nigdy nie zrozumiem ludzkiego humoru. Może po prostu nie jest mi dane. Dzięki dobremu wzrokowi Pyshapa oraz ptasiej towarzyszki Berena rozpoznaliście faunę już w leśnym pierścieniu odgradzającym plażę od bazy. Oznaczało to, że przynajmniej te kilka zwierząt nie zniknęło.

Poznaliście też dwójkę pracowników rezerwatu. Steve'a i Alexx. Ten pierwszy, będący osiemnastoletnim człowiekiem dopiero co zaczynającym swoją pierwszą pracę, wydał Wam się osobą delikatnie podejrzaną, zaraz po wyrażeniu wątpliwości na temat zabierania przez Berena na wyspę dodatkowego zwierzaka. Choć obawy te zostały zepchnięte na bok przez Sverige jak i samego pana Estela, nie były one całkowicie chybione. Wrócimy do tego jednak za chwilę. Poznaliście bowiem również rezolutną i skupioną na wynikach swej pracy Alexx. Asurę o wdzięcznym wyrazie twarzy i dość przyjaznym nastawieniu. Choć mieliście okazję chwilę obserwować centrum dowodzenia jakim mogła się pochwalić, a przede wszystkim jej radar, który z takim zaangażowaniem obserwowała czwórka z Was, nie było Wam dane porozmawiać zbyt długo. Na zewnątrz jak i w środku bowiem rozpętał się niemały zgiełk. Zwierzęta z najbliższej okolicy odczuły potrzebę podróży na północ. Do sektora trzeciego, będącego samym centrum wyspy. Tyczyło się to również raptorów należących do pracowników wyspy, a przede wszystkim i co okazało się dla Was doskonałą motywacją do... skakania przez okno... cóż... przynajmniej dla jednej osoby... tyczyło się to również BB. Połączona duszą z Berenem zawalczyła z właścicielem szukając nowego pana. W przenośni oczywiście. Był to jednak moment, w którym widzieliście jak ptak zrywa połączenie z człowiekiem i wylatuje przez okno, szybując wysoko i kierując się na północ.

Większość z Was zebrała się bardzo szybko. Jedni korzystając z magii inni z pomocy wierzchowca. Hah, prawie bym zapomniał. Pan Lamyette miał nawet okazję zostać potrąconym po wylądowaniu przez kolczastego raptora, zwanego na wyspie Verstappenem, a potem stratował go... uroczy puchaty króliczek. Cóż za przewrotny uśmiech losu.

Momencik. Pozwolę sobie obejrzeć to jeszcze raz... ... ... ... ...hm. Muszę przyznać, że jestem zaskoczony tą sytuacją. Prędkość jaką rozwinął ten raptor w połączeniu z jego... prawie czterystoma kilogramami wagi mogłaby mocno uszkodzić Waszego nekromantę... a jednak wyszedł z tego wypadku całkowicie bez szwanku. Szczęśliwie trafił go bok zwierzęcia. Kilka centymetrów w jedną lub drugą stronę i potężne kolce mogłyby zdecydowanie mniej pobłażliwie potraktować Waszego znajomego. Wciąż... będzie to dla mnie ciekawe wspomnienie. Pozwolę sobie zachować je ze sobą na dłużej.

Ruszyliście w pogoń za masową migracją zwierząt. Dzięki przytomności jedynego charra w tej ekipie zabraliście również komunikatory, aby utrzymać łączność z Alexx. Nie tylko zabrał komunikatory, ale również był w stanie dotrzymać reszcie ekipy kroku, za pomocą rozsądnie rozmieszczonych portali. Pomyśleć, że jego gatunek jeszcze kilkadziesiąt lat temu bardzo krzywo patrzył na wszelkiego rodzaju szkoły magiczne, mesmerską przede wszystkim. Gdyby tylko przodkowie widzieli go w tej chwili. Odłóżmy jednak sentymenty na bok i zajmijmy się tym, co widzieliście Wy.

Plik:VNT Squirrel.jpg

Puchata istota przygarnięta przez Jareda. Czyż nie jest urocza?

Podróżujący na szakalu Jared chciał złapać kogoś z Was jako drugą osobę, aby przyspieszyć. To co zobaczył nie było jednak żadnym z Was, a zwykłym zwierzakiem. Konkretnie niewielką wiewiórką o zaskakująco sympatycznym pyszczku i najbardziej puchatym ogonie jaki widziałem u tego gatunku. Prawdziwa perła dla wielbicieli tego rodzaju zwierząt. Wzrok reszty wędrował jednak za uciekinierką BB, która była jednym z pierwszych zwierząt jakie dotarło do celu. Do samego centrum wyspy. Choć była pierwsza, nie była tam jednak sama. Widzieliście tysiące zwierząt. Liczba ptaków była tak ogromna, że niebo dosłownie poczerniało na waszych oczach, skryte za skrzydłami utrzymujących się w powietrzu zwierząt latających. Zobaczyliście też Kiki i Fenrisa, znajome Wam raptory, tak samo jak BB zaangażowane w znalezienie miejsca dla siebie blisko... głosu, który nawoływał je w to miejsce.

Prowadzeni przez małżeństwo Estelów przeciskaliście się w sam środek tego zbiorowiska. Wszystko po to, aby odzyskać z tego miejsca BB, której skrzydła przymrożone przez Astariss, uniemożliwiły dalszy lot. Odzyskaliście ptasiego towarzysza lecz mimo tego, że czuliście iż coś jest nie tak... mimo naturalnego ostrzeżenia jakim był rozbijający się zewnętrzny krąg zwierząt, który zaczął wracać na swoje tereny, mimo drżących delikatnie nóg Pyshapa, mimo dziwnych odczuć Berena... wszyscy jak jeden mąż skierowaliście się prosto w środek tego rozgardiaszu. Był to błąd, za który szczęśliwie żadno z Was nie musiało nic zapłacić. Każde z Was, które nie byłoby w stanie przeżyć upadku z dobrych dwudziestu metrów na ziemię (a tak dobrze jak znam gatunki ludzkie i nornie, ani jedno nie dałoby rady bez użycia magii) jest winne podziękowania mesmerowi. Po raz kolejny, to magia okazała się Waszym przeciwnikiem i wybawieniem. "Przeciwnikiem?" słyszę jak pytacie, mimo że doskonale zdaję sobie sprawę, że Wasze słowa nie mogą dotrzeć do tego miejsca. Otóż tak, wszak dawno nie widziałem aby ziemna konstrukcja zapadła się w tak prosty sposób, tworząc dwudziestometrową otchłań, zdolną połknąć zdecydowanie więcej gdybyście dali jej na to okazję. Szczęśliwie jednak Pyshap wyciągnął was na górę, a Astariss, z pomocą lodowej ślizgawki ściągnęła w dół. Wydrążony tunel o wysokości skromnych kilkunastu metrów nie był jednak zdatny do podróży. Zasypany osiemnastometrową warstwą skał i ziemi z obu stron, skutecznie zatrzymał waszą pogoń za... cóż... nie wiecie jeszcze za czym. Powiedzmy zatem, że za dźwiękiem. Dźwiękiem, który choć wydawał się doskonale znajomy Waszej raptorzej ekspertce, wywołał w niej raczej atak paniki niźli radosne wspomnienia.

Alexx i Steve mieli ręce pełne roboty ze zwierzętami wracającymi do pierwszego sektora, a bez ciężkiego sprzętu lub pomocy waszego ziemnego eksperta Kaspara Scherera mogliście głównie tracić czas siedząc w dziurze. I choć Estelowie chętnie podjęliby dalszą podróż, wybraliście tak jak Lamyette wracając do "Domu", gdzie przed powrotem do Lost Precipice pomogliście zadbać o porządek pierwszego sektora.

Historia jak każda inna, rzekli by jedni. Niesamowita przygoda, rzekli by inni. To czego jestem jednak teraz świadomy, to że nie traciłem czasu obserwując Wasze poczynania wcześniej, a tym bardziej nie tracę go teraz.


Pyshap's charts

Plik:VNT Pyschart1.png

Plik:VNT Pyschart2.png

Nie umknęło mojej uwadze, że Pyshap Rendgrace był wyjątkowo dobrym towarzyszem rozmowy dla kogoś, kto z prostego pytania potrafi stworzyć prawdziwą opowieść. Tak samo było w przypadku jego kontaktu z Alexx. Poprosił on o kilka informacji. Przede wszystkim o dokumentację anomalii magii z wypisem godzinowym z tego co działo się na Nublar w czasie Waszej pierwszej pełnoprawnej wizyty na terenie rezerwatu. Doskonale szczęśliwa z powodu zainteresowania wynikami pomiarów asura natychmiast przeszła do tłumaczenia tego co zaobserwowała.

''"Sprzęt jaki tu mamy nigdy nie służył do pomiaru magii w jakikolwiek bardziej skomplikowany sposób. To dość tani model. To też powód, dla którego skala pomiarów nie była dostosowana do tego co mierniki odczytały. Robimy pomiary co pięć minut, gdyż... żadne anomalie nie były nigdy na tyle dziwne abyśmy potrzebowali dokładniejszego sprzętu. Tak właściwie pomiary magii były tu tylko ze względu na to, że Kira uznała je za wartościowy dodatek, abyśmy mogli wykryć obecność potencjalnych... nazwijmy to "wrogów". Przydawało się gdy Psy Wojny dostawały się na wyspę. Dla Twojej informacji - o godzinie 14:00 nastąpiła zmiana, Daniil wrócił do domu. Kira miała pojawić się wraz z Wami o tej godzinie, jednak pojawiliście się dopiero około godziny 14:45. W granicach godziny 15:12 wybiegaliście z tego pokoju w pogoni za zwierzętami. O godzinie 15:47 było prawdopodobnie po wszystkim. To był ten moment, gdy komunikowałam się z Wami, prosząc o pomoc, czyli... zwierzęta wróciły."'''

— Alexx

Objaśniła ona charrowi kilka rzeczy kiedy przedstawiała mu wyniki pomiarów.

''"Mamy możliwość dzielić obecność magii na sztuki magiczne. Wyobraź to sobie jako sortowanie energii Ley-Line. Wykresy z poszczególnych godzin masz tutaj. Mój pierwszy wniosek, to albo bardzo dziwna mieszanka magii albo... sztuka na tyle potężna, że prawie usmażyła mierniki."'''

— Alexx

W czasie tej historii jednak, jej wyraz twarzy przybrał nieco strapioną formę. Mimo wielu odkryć w swym mimo wszystko krótkim życiu, asura nie miała jeszcze do czynienia z podobną sytuacją. W końcu gdyby miała, jest szansa, że Sverige nie wzywałaby Was na pomoc.

''"Prawię dekadę temu, gdy zaczynaliśmy... mieliśmy tu około dwudziestu... uh... kłusowników. Byliśmy miernymi podwalinami dla tego, co możecie uświadczyć na Nublar teraz. Była nas zaledwie piątka. Tylko osoby, którym Kira była w stanie zaufać na tyle, aby powierzyć pieczę nad... całym swoim życiowym dorobkiem. Choć i to jest spore przekoloryzowanie rzeczywistości. Nawet w stosunku do nas była bardzo nieufna. Jednak nie minęły dwa sezony od kiedy wyspa należała do niej, a już pojawił się ktoś, kto chciał wykorzystać to miejsce do łatwego zarobku. Czemu Ci to mówię? Używaliśmy tego dnia wielkich zasobów magicznych. Praktycznie wszystkiego co mieliśmy w sobie. Spodziewam się, że tak samo kłusownicy. - Wzięła krótki wdech. - Nie dotarliśmy do 70 na skali."'''

— Alexx

Into the thin air

Niewiarygodne. To dalej działa. A już myślałem, że moje pierwsze nagranie było też moim ostatnim.

Dobrze. Nie będę się zbytnio rozwodzić nad dobrą rzeczą. Horyzont Zdarzeń, horyzont marzeń. Nieironicznie podoba mi się ta nazwa. Prosta. Łatwa w wymowie i przedstawia wyższy cel. Dość... idealistyczny i ciężki do wyobrażenia dla zwykłego najemnika... jednak być może w tym rzecz. Nie jesteście grupą zwykłych najemników. W każdym razie... nie liczycie filarów, nie skaleczę się próbując wymówić mgielną nazwę... ani nie skupiacie się na czterech literach, które razem nie tworzą kompletnie nic. Dlatego... śmiem darzyć Was sympatią.

Tak samo jak Wy darzycie sympatią waszego... waszą? Wyjadacz? Wyjadaczkę? Dobrze, nie wszystko w strukturze tej gildii najemniczej mi się podoba. Nie zamierzam jednak pozwolić by przysłoniło mi to oczy na jednostki tak interesujące. Poruszam ten temat dlatego, że to kolejny raz gdzie wodzeni tak właściwie prostą prośbą bez obietnicy zapłaty postanowiliście wyruszyć znów za panią Sverige. Tym razem w nieco mniej "nieznane". W końcu Nublar przyjęło Was jak swoich. Ba, Frenia, bo takie imię jeden z Was nadał pewnej adoptowanej wiewiórce, postanowiła zeznajomić się z Wami nieco lepiej. Nie jestem pewny czy potwierdza to moją teorię o wyjątkowości, którą wspominałem przed chwilą, czy raczej jest to wyjątkowość samego Rezerwatu Przyrody Nublar. Można to bowiem opisać jako chęci samej wyspy do zaprzyjaźnienia się z Wami. Lub, widzę rzeczy, których widzieć nie powinienem.

Spotkaliście się zatem w siedzibie gildii. Doskonale udekorowanej, muszę dodać. Nawet stąd byłem w stanie poczuć prawdziwego ducha Halloween. Uczucia jakich doświadczaliście na miejscu musiały być zdecydowanie lepsze. Grono pomocników opiekunki raptorów powiększyło się o kolejne dwie dusze. Jedną była wspomniana wcześniej puchata wiewiórka, drugą był sam ex-Wyjadacz Tariel Belnades. Zatem młodszy z rodzeństwa Belnadesów, Astariss Estel, Jared Garwarsson, Kira Sverige (tym razem ze swoim raptorzym pupilem), Pankrac Lamyette, Pyshap Rendgrace i Beren Estel (tym razem bez swojego ptasiego pupila) spotkali się przy fontannie aby uciąć krótką pogawędkę. W jej trakcie na jaw wyszło, że dziura, z której wyciągał Was wszystkich Pyshap... zniknęła. Jest to oczywiście dalekie od prawdy. Została zasklepiona, ale nie spodziewam się aby panna Sverige była w stanie rozróżnić formację gleby na podstawie śladów jakie znaleźli pracownicy rezerwatu. Jestem też skłonny zeznawać na jej korzyść, twierdząc że sama nie wiedziała lepiej. Przekazywała informacje prawdopodobnie tak jak sama je rozumiała. Dzięki wyjaśnieniom Astariss i Pyshapa, pan Belnades mógł się szybko połapać w sytuacji, a musiał to zrobić, biorąc pod uwagę, że zaraz wyruszaliście w podróż na Nublar. Pozwolę sobie tylko na marginesie pochwalić jak niesamowicie szybko i praktycznie bez żadnych wyjaśnień, młody Tariel gotowy był zrobić wszystko co w jego mocy, aby jakoś dopomóc czerwonowłosej opiekunce jaszczurek. Doprawdy godne zapamiętania. I jestem pewny, że przynajmniej jedna osoba zapamięta to na zdecydowanie dłuższy czas.

Wyruszyliście jednak na Nublar, gdzie znów było ciepło, znów była plaża, całkiem niespodziewanie, ocean i molo też nigdzie nie zniknęły. Przynajmniej one nigdzie nie znikały właścicielce wyspy. Było na niej jednak nieco więcej. Zgodnie z wyjaśnieniami jakie złożyła Wam Sverige, ekipa Nublar nie zamierzała zostawić sprawy jak jest. A skoro było tam osiemnaście metrów ziemi i skał do przekopania, potrzebny był ciężki sprzęt. Ten rodzaj pojazdów można nazwać tylko w ten sposób. Gdyż Waszym oczom ukazały się dwie wielkie maszyny. Charrkopter transportowy, pilotowany przez drugiego najlepszego pilota Psów Wojny, Skaczącego Żbika, który przybył tu po prośbie i w przysłudze oraz wiertło gąsiennicowe będące własnością Iron Legion, który wypożyczyła Raikko Icecharr, główny medyk i weterynarz wyspy. Nawiasem mówiąc, banda Dig, do której należy to arcydzieło sztuki technicznej nazwała je "Prujka". Ten kilkutonowy behemot nosi nazwę... Prujka. Nigdy nie zrozumiem charrów.

Waga tego sprzętu wymagała jednak transportu drogą powietrzną, gdyż podróż w głąb lądu nie tylko byłaby głośna, trudna, długa i niepotrzebnie męcząca, ale przede wszystkim uszkodziłaby naturalny wygląd Nublar. I choć z dwojga złego gospodarz tej wyspy zdecydował się na ostateczny środek, jakim było dalsze niszczenie naturalnego wyglądu przyrody, to przekopywanie się przez kilkadziesiąt metrów brzmiało zdecydowanie lepiej niż ślady i wgniecenia po gąsienicach Prujki rozciągające się przez kilka kilometrów. Podróż powietrzna stała się zatem doskonałym pomysłem. Dla... prawie każdego z Was. Jedynym niezadowolonym z tej wyprawy był sam Grish, który dość wyraźnie wyrażał swoją dezaprobatę dla sztuki pilotażu znanego Wam Psa Wojny. Turbulencje, które mocno wstrząsnęły wszystkimi pasażerami nie były jednak jego winą, a jedynie efektem działań Raikko, która postanowiła przetestować wiertło w trakcie lotu, nie na ziemi. Działało.

Plik:VNT Wabbit.jpg

Znalezisko Pyshapa przygarnięte przez Astariss.

Kilkanaście minut i parę papierowych torebek później byliście znów na równym gruncie. W czasie gdy dwie asury będące pracownikami Rezerwatu - znana Wam już Alexx oraz nowo poznana Yukki - zajmowały się przygotowywaniem wszelkiego rodzaju sprzętu do pomiarów natężenia i rodzaju magii, Wy mogliście skupić się na dokładnym odszukaniu powodu, dla którego dziura została załatana. Znaleźliście coś zupełnie innego, albowiem Wasz ekspert od znajdowania na tej wyspie zwierząt - Pyshap Randgrace, zwrócił słusznie uwagę pani Estel iż jej nogawka była konsumowana przez znane już wam indywiduum. Królika, który bezczelnie stratował pewnego nekromantę zaledwie tydzień wcześniej. Huh. Od tego czasu minął już tydzień? Ciężko jest zwracać uwagę na to jak szybko płynie czas. W czasie gdy Kira i Astariss toczyły rozmowę na ten temat, biegająca między nogami Belnadesa wiewiórka należąca do Jareda, Grish i Beren odczuli coś nowego. Wnioskując po ich wypowiedziach, ślad magiczny. Dzięki instrukcjom Estela, który czuł go prawdopodobnie najmocniej mogliście podążyć na północny zachód, gdzie czekało na Was epicentrum tego śladu. To właśnie tam zdecydowaliście się kopać. Całe wyciąganie sprzętu przez Alexx i Yuuki poszło na marne, bo trzeba było zrobić to od nowa. Asury są chyba jednak przyzwyczajone do ciągłego podróżowania ze sprzętem badawczym.

Jared, który postanowił zająć miejsce jako załogant Prujki i Raikko, nie odzywająca się do niego słowem przez cały czas jaki spędziliście na wyspie uruchomili wiertło na gąsienicach, skutecznie odstraszając wszelkie zwierzęta w niewielkiej odległości. Poza oczywiście nieustraszonym królikiem, który przykryty trawą przez panią Estel chyba nie zamierzał za szybko odkicać z miejsca tak sytego posiłku. Charrzyca i norn w przenośni wgryźli się w glebę i już po kilku chwilach kopania, pojazd zapadł się dobre kilka metrów, lądując w wydrążonym już podziemnym tunelu. Podobnym do tego co widzieliście siedem dni wcześniej, a jednak nieco niższy. Tym razem jednak nie było tu przeszkód, a dzięki kolejnej lodowej zjeżdżalni utworzonej przez Astariss wszyscy mogliście bezpiecznie dołączyć do ekipy Prujki. Nawet z dbałością o własny ogon, który na wszelki wypadek pan Rendgrace pochwycił we własne ręce, aby upewnić się o braku jego uszkodzeń.

Do tunelu nie zeszli jednak wszyscy, co mogło okazać się kluczowe. Yuuki i Alexx pozostały na górze, powoli zajmując się uruchamianiem sprzętu i wstępnymi badaniami, zlecając całej reszcie pracę pod ziemią. To też brzmi jak zachowanie asur. Chociaż, według opinii Lamyette, wystarczyłoby dziesięciu nornów pracujących za najniższą stawkę. Sprzeciwiła się temu Sverige, twierdząc, że nie zamierzała oszczędzać na środkach. Czy to nie przypadkiem ta sama osoba, która nie obiecała reszcie gildii żadnej rekompensaty za pomoc? Hm. Ciekawe.

Ślad w niezachowanej skali.

Pyshap po raz kolejny otrzymał komunikator, aby zgłaszać co zobaczycie pod ziemią. I choć Tariel, Grish i Astariss dumnie prowadzili pochód, to osoby z tyłu okazały się znaleźć pierwszy ślad. Albowiem osoby potrafiące doskonale połączyć się z magią aby tropić - Beren Estel i... genetycznym cudem raptorzyca Kiki wytropiły dość mocno wytarte ślady potencjalnego winowajcy. Przynajmniej rozmiar pasował do wysokości tunelu. I choć pozostałe ślady coraz bardziej traciły na widoczności, zwłaszcza przez panującą tam ciemność dzielnie zwalczaną przez kilka osób (choć tu trzeba zaznaczyć - najlepiej przez Belnadesa), to nie dlatego przestały być one dla was ważne. Tu pozwolę sobie użyć mojego ulubionego określenia, albowiem...

Wiele rzeczy wydarzyło się naraz.

Począwszy od nagłego ataku migrenopodobnego bólu u raptora i Berena, a potem również w konsekwencji Kiry noszącej bransoletkę nasączoną magią soulbeastów, przez krótkie wstrząsy całego otoczenia, kończąc na zasklepiającym się za Waszymi plecami tunelu, na którego powierzchnie została siłą odtransportowana Prujka oraz jej dwójka załogantów. Nie trzeba było Wam mówić, że jesteście w tarapatach, choć Alexx nie omieszkała tego zrobić. Grish, Tariel i Astariss przygotowali najlepszą możliwą defensywę - atak. W tym czasie Pyshap jako osoba rozsądna pozostał z tymi, którzy sami nie poradziliby sobie w tym stanie z najprostszym zadaniem matematycznym, nie mówiąc o potencjalnej walce. Przy okazji był on też w stanie potwierdzić, że to czego doświadczaliście nie było żadną iluzją. Działo się naprawdę. Potwierdzić mogli to też Sverige i Estel, którzy doskonale mocno odczuwali wpływ nieznanej bliżej jednostki na ich umysły. Jednak ledwo myśleli, zatem... nie myśleli o tym, aby Wam to zakomunikować i naprawdę ich za to nie winię.

Czuliście jak zbliża się do Was zagrożenie, gdyż z każdą upływającą sekundą dźwięk wstrząsów przyspieszał i nabierał na sile. Wyjście, które szykowali dla was Raikko i Jared nie mogło jednak nadejść wystarczająco szybko. W ciemnym tunelu najdalej w przód ruszył się Grish. Planował zrobić prostą rzecz. Przygotować się na atak. Wycofać się magicznie gdy tylko stanie się oczywistym, że jest zagrożony. Dla Tariela i Astariss, którzy byli tuż za nim, jasnym stało się że zauważył coś takiego, albowiem w jednej chwili byli z tyłu by zaraz być na samej szpicy. Wydarzyło się to jednak w tym samym czasie gdy Beren i Kira zerwali z siebie nieprzyjemne myśli mącące im w głowach oraz gdy Prujka w końcu przebiła się z drugiej strony, dołączając się do potencjalnej walki.

Żadnej walki jednak nie było. Cokolwiek spostrzegliście wycofało się w tym samym momencie. Każde z Was miało własne zdanie na temat tego co się wydarzyło. Nikt poza Pankracem nie widział z czym mieliście do czynienia. A nim samym wstrząsnęło to niesłychanie mocno. A przecież sam Grish nie widział nic poza okiem. Okiem, które widziało nie jedną śmierć. Nie dwie. Nie kilkanaście, nie kilkadziesiąt, nie kilkaset. Widziało zdecydowanie więcej. Grish widział tylko oko. Aż nie mogę się doczekać jak zareaguje gdy zobaczy całość.


Astariss' book dive

Czasem dobrze jest mieć znajomości w większych organizacjach, takich jak chociażby Drumand Priory. Idealnym przykładem tego może być Astariss, która poświęciła swój czas, aby oddać się czytelnictwu w wielkiej bibliotece. I choć szukała informacji w wielu miejscach, tak nie na wszystkie pytanie znalazła odpowiedzi. Podzieliła się jednak z Wami tym co znalazła. Znalezienie informacji o ziemach na których znajdowało się Nublar nie było trudne. Być może jedyną problematyczną rzeczą było, iż informacji było pełno... do roku 1280. Potem gradualnie było ich coraz mniej i dopiero w 1325 opisów znów zaczęło być na pęczki. Obie te daty wiążą się ze zmianą "właściciela" tych lądów. Pierwsza, oznaczała przejęcie wyspy jako terenu badawczego przez Krewe Altarix. Druga, przez osobę prywatną. Z rąk Odkrywcy Mrappa, przedstawiciela Krewe Altarix na ręce Kiry Sverige, obecnego właściciela wyspy i Rezerwatu Nublar.

Z najciekawszych rzeczy, Astariss mogła wyczytać kilka pism, głównie z rąk archeologów - doktora Alana Granta, profesor Sattler, Rokkiego oraz Eliviry Rougeau. Każda z tych znakomitych osób opisywała nie tylko wyspę, ale i rodzaj badanej magii na swój sposób, ale to na co najłatwiej było zwrócić uwagę to jak wiele ich obserwacji pokrywało się ze sobą.

“ "[...]znalezione szczątki odpowiadały budowie gatunkom z rodziny raptorowatych [...] mimo gigantycznej różnicy rozmiaru.[...]

[...]nie byłoby wielkim uchybieniem wysnuwać teorię, jakoby gatunki znane nam dziś były daleko idącymi krewnymi stworzeń zamieszkujących te same tereny tysiące... jeśli nie dziesiątki tysięcy lat temu.[...]

[...]na drodze ewolucji. Najlepszym przykładem tego będzie identyczna budowa korpusu zwierzęcia. [...]Najlepiej zachowane szczątki mogłyby posłużyć za idealne przykłady na dzisiejszych lekcjach biologii[...]

[...]Nie byliśmy jedyną ekipą, która zwróciła na to uwagę. Wiele prac poprzedzających nasz wspólny wysiłek zwracało uwagę na osobne zróżnicowanie w przygotowaniu tych dwunogów do życia w znacznie mniej sprzyjających warunkach oraz to jak przystosowane są do pustynnych warunków dzisiejsze raptory. [...] wiele osób pomija jednak fakt, iż na drodze ewolucyjnej każdy znany nam gatunek zdolny jest do zdecydowanie większych skoków jeśli chodzi o zmiany organiczne.[...]"

— Biblioteka Durmand Priory - pisma wybrane

Podobieństw jedynie przybywało, jednak to jakie informacje jakie wyciągnęła z nich młoda elementalistka pozostanie jedynie jej kwestią. Wyglądała jednak na bogatszą w jakąś wiedzę, więc żywię spore nadzieje, że lektura jakkolwiek jej pomogła. Mówię to, gdyż zbyt wiele razy widziałem jak osoby szybko męczą się czytaniem. Jest to ogromna szkoda.

“ "[...]Odkryto szczątkowe ślady magii wyraźnie wskazującej osobniki sięgające wiekiem co najmniej kilkanaście tysięcy lat wstecz. Magia przypominająca swym oddziaływaniem to co przedstawiają Prastare Smoki.[...]

[...]co mógłby zrobić każdy ze znanych nam Prastarych Smoków. Gdyby użył oczywiście zaledwie szczątkowej ilości swej potęgi.[...]

[...]tak jakby sama natura używała magii w obecności tych szczątków. Razem z resztą krewe wnioskowaliśmy osadzanie się cząstek magicznych na kościach zakonserwowanych głęboko w glebie, przykrytych piaskami pustyni, a potem zarośniętych drzewami tych terenów. Gdyby czas i los pozwolił Vaald Security, które życzliwie udostępniło nam spory fragment wyspy do badań, mogłoby odnaleźć więcej tego rodzaju pamiątek z przeszłości. [...] Do tej jednak pory [...] najlepszym śladem pozostają zaledwie znikome "magiczne drgania", które [...] w swej znakomitej pracy naukowej [...] jako pierwszy opisał Archeolog Stratt, nadając im miano "odpadów magicznych" świadczących o swego rodzaju bliskości z Prastarymi Smokami. [...] Do dziś trwają prace, starające się odkryć czy tego rodzaju [...] ślady magiczne pozostawiono i na nas.[...]

[...]sklasyfikowaliśmy tą magię na modłę znanych nam lepiej szkół magicznych. Mimo pozornej mieszanki magicznych właściwości, odpady osadzone na kościach najbardziej przypominały szkołę "Ranger". [...]Diametralne różnice [...] między próbkami [...] wskazują jednak na bardziej zaawansowaną mieszankę, bądź inne źródło magiczne.[...]"

— Biblioteka Durmand Priory - pisma wybrane

Nieustraszona, Astariss kontynuowała swe poszukiwania zawężając kręgi zainteresowań. Niestety ani próbki gleby ani "moc jaszczurów" nie były trafionymi strzałami. Nie wyglądało aby jakakolwiek informacja była godną zapamiętania. Ziemia badana lata temu nie przedstawiała nic niepokojącego, a żaden z autorów nawet nie zająknął się o czymś co mogłoby przypominać swego rodzaju kontrolę nad innymi zwierzętami przez same zwierzęta. Nawet nie taki był temat ich prac. W końcu większość z tego co udało się odnaleźć to prace na temat historii terenu lub gatunków zwierząt.


Groundbreaking news

Mówiłem Wam już, że z chęcią przyozdobiłbym to miejsce dużą ilością książek? Nie? Hm. W zasadzie wszystko byłoby lepsze od tego... jakże wyszukanego wystroju. Siedząc tu i po raz wtóry oglądając Wasze podróże, dociera do mnie, że chciałbym otaczać się książkami. Niczym państwo Estel dosłownie tonąć w nieskończonych falach wiedzy wypływających na mnie z każdego zakamarka książek rozmieszczonych na ładnie zadbanej drewnianej biblioteczce.

Biblioteczce? Właśnie. Same książki mogłyby okazać się bardzo mało poręczne. Potrzeba mi tu półek z prawdziwego zdarzenia. Wysokich pod sam przysłowiowy nieboskłon. Doskonały plan, muszę to sobie przyznać.

"Ale dlaczego ma to jakiejś znaczenie?" zapytacie. Prawdę powiedziawszy Wasze podejście skłoniło mnie do takich rozmyślań. Albowiem zrobiliście to, co należy do każdej osoby inteligentnej. Nie rzucaliście się w nieznane, licząc na to, że los pociągnie Was za dłoń i jakimś psim swędem zaproponuje rozwiązanie, którego Wam akurat potrzeba. To wy ruszyliście po rozwiązania. W tym wypadku Beren Estel postanowił wdrożyć w to małe kółko wsparcia panny Sverige kolejnego członka gildii. Konkretnie dość... nietuzinkową sylvari imieniem Rennea. Druidka, amatorka wrzącej wody, kobieta niezależna lecz przede wszystkim... ekspertka w dziedzinie gleboznawstwa. Przynajmniej w ten sposób zareklamował ją nasz ulubiony kowboj. Podsumujmy to jednak:

Wrzątkopijca "Renia".

Kira Sverige, Beren i Astariss Estel, Evelin Parker, Jared Garwarsson, Pankrac Lamyette, Pyshap Rendgrace, Tariel Belnades i Alexx, która miała pierwszy raz okazję zagościć w Waszym udekorowanym na Halloween lokum. Przyrzekam, samemu chętnie znalazłbym się w tym miejscu. Wygląda bardzo przytulnie. Ta grupa została umówiona na spotkanie z Renneą. Uroczo przezywana Renią sylvari czekała już w Karczmie w Lost, gdzie po wstępnym poznaniu Was i odkryciu psionicznych mocy pewnego nekromanty, który był w stanie telepatycznie usłyszeć mruganie Tariela. Wszystko w celu wydostania się z ciasnego uścisku rozmowy z Renneą. Będę całkowicie szczery - słyszałem już o wielu niesłychanie trudnych i wyszukanych zdolnościach, ale ta z pewnością zgarnia tort. Wielka szkoda, że nie jest prawdziwą. Bardzo chętnie oddałbym się wszelkim możliwym lekturom poświęconym temu zagadnieniu. Gdybym oczywiście miał do takowych dostęp. Jednak skoro nie mam, zajmijmy się tym do czego mam sposobność się dostać, a jest to dalsza część Waszej przygody.

Prowadzeni przez sylvari dotarliście do jej dobrze chronionej kryjówki. Jeśli jakiś azyl spełnia istotę nazwy "kryjówka", to na pewno to miejsce konkuruje o tytuł mistrza. W końcu jest to bardzo... skryte... miejsce. Krocząc ścieżką pełną wysokiej trawy, dzikich węży i świetlików w rozmiarze podobnym do głów obecnych tam raptorów mieliście krótką i nieczęsto nadarzającą się okazję, żeby porozmawiać o prostych codziennych lękach. Takich jak właśnie robaki czy węże. Ofidiofobia i Entomofobia to bardzo popularne lęki. Dobrze jest też wiedzieć, że nawet najemnicy z prawdziwego zdarzenia obawiają się rzeczy nieco bardziej... płytkich. Przyziemnych, jeśli to określenie podoba Wam się bardziej. Czekała na Was ukryta przed światem jaskinia, skryta za białym bluszczem pełna tuneli wypełnionymi porostami, mchem i świecącymi, niebieskimi grzybami. Jej sercem okazało się być ogromne pomieszczenie pokryte kwieciem, otwarte wysoko na górze, żeby światła dnia i nocnych gwiazd mogły docierać do tego zakątka. Miejsce charakteryzowało się szczególnie dużym i łatwym do wyczucia poziomem wilgotności. Na sam dół tej urokliwej, bogatej w zwierzęta i ptactwo jaskini prowadziła ścieżka rzekomo wyłożona deskami przez sylvari i jej Springera. a sam środek rozświetlają pochodnie. Na samym środku czekał już ogromny stół z kamienia. Jak i mogliście się przekonać po tej krótkiej wizycie, jaskinia ta ma jeszcze wiele sekretów do zaoferowania.

Alexx użyła wobec Was określenia, które wybitnie mi się spodobało: "Entuzjaści doznań empirycznych". Szczególnie prawdziwe, biorąc pod uwagę, że pierwszym pomysłem Grisha w związku z badaniem gleby było po prostu wpakowanie jej do ust i przegryzienie. Tak bardzo jak jestem wielkim fanem tego pomysłu... chyba nawet i mnie jego geniusz przerasta. Tak czy siak uzyskaliście z niego jakieś wnioski. Tak jak i z próby Rennei, która była w stanie wyhodować na próbce zalążki paproci. Starej jak sam świat. A przynajmniej tak starej, że jedynym z Was zdolnym ją poznać był Beren, który swego czasu natknął się na identyczną w jednej z książek którą czytał. Szkoda tylko, że gatunek ten uznaliśmy za wymarły... setki lat temu. Zgaduję zatem, że już nie jest. Ev spróbowała swego szczęścia z palnikiem, co wyglądało jak palenie szczątków, dosłownie przerabiając ziemię na pył, mimo ostrożnej obróbki płomieniem. Chyba największym spektaklem był jednak pokaz zdolności Jareda, który kompletnie odizolował magię na niewielkim obszarze, a pozbawiona jej gleba... zamieniła się w nicość. Została zredukowana do atomów.

Znaleźliście zatem doskonałą broń. Tu pomysły się skończyły. Nie byliście jednak gotowi odpuścić, zatem każdy z Was próbował jeszcze raz i choć dla niektórych jak Pyshap, Kira, Astariss, Evelin czy Tariel, próbki nie pokazywały nic nowego, tak Pankrac, Beren, Alexx i zwierzęcy pupil Belnadesa odkryli nowe właściwości. Mianowicie konstrukt jakim była gleba wciąż miał połączenie z jego twórcą, chcącym znów pozbyć się właścicieli jego poddanych. Jedynie Grish jako nekromanta mógł zrozumieć istotę samej magii, zamiast skupiać się na tym czego oczekiwał jej użytkownik.

Spotkanie uważam za owocne. Trochę porozmawialiście, wiele poeksperymentowaliście, ale co dla mnie najważniejsze - każdy z Was zostawił tam cząstkę siebie, którą mogłem z wielkim entuzjazmem oglądać. Wasza podróż nie skończyła się tam, tak samo jak Wasze wnioski. Mądrzejsi o kilka godzin badań zdecydowaliście się zapolować na jaszczura. Determinacja w oczach pana Estela była bardzo miłym widokiem dla mych zmęczonych oczu.


Time to hunt

Raczej nigdy nie określiłbym się mianem osoby wierzącej, a jednak oglądając Wasze poczynania, zaczęło do mnie docierać, iż wierzę w to, że nie da się wokół Was nudzić. Proponowałbym przyjąć to jako przedziwny, ale jednak komplement, jako iż nigdy nie planowałem urażenia tak intrygującej grupy.

Jednak... dygresje. Wróćmy do sedna sprawy, bo aż żal jest marnować czas. Z tego co miałem szansę obserwować, wy również wyszliście z tego założenia i byliście gotowi do działania od samego początku tego jakże cudownego dnia. Zebraliście się całkiem sporą grupą na krótkie acz treściwe wezwanie panny Sverige. Zatem w dość licznej grupie składającej się z Astariss i Berena Estelów, Pyshapa Rendgrace, Evelin Parker i Rennei zebraliście całe doświadczenie jakie zebraliście wcześniej i przyszliście wyposażeni w sprzęt wypożyczony z tego co zrozumiałem z waszych rozmów od asury imieniem Buulbi i brata znamienitego pana Pyshapa o równie ciekawym imieniu Pfurw. Co jednak bardziej mnie zastanawia to jego nazwisko, czy też przydomek. Nie jestem pewny. Charrze "nazwiska" zawsze były dla mnie sporą zagwostką, którą nie do końca miałem sposobność zrozumieć. Nie ich pochodzenie, lecz poprawna nazwa. W każdym razie, spotkałem się z zapisem Rendtongue oraz Rendpaw, a ponieważ z mojej konkretnej pozycji ciężko jest dokonywać jakichkolwiek dochodzeń na dany temat... cóż... Pfurw pozostanie Rendtonguiem. Osobliwe imię... osobliwe nazwisko... osobliwa... osoba.

Otrzymaliście jednak wieżyczki antymagiczne od tej mniejszej oraz jak to określił Sammy Donut, wasz dodatkowy przyjaciel w trakcie tej wyprawy, "perfumy" od tego większego. Uzbrojeni również w wystarczająco dużo broni aby móc zaprowadzić pokój lub wszcząć wojnę w pomniejszych wioskach, dostarczonej przez Evelin, przygotowaliście się do wyprawy. Oczywiście, pierwszym etapem było zapoznanie Sammy'ego z istotą tej... nazwijmy to kampanii. Dzięki zbiorowym tłumaczeniom waszej grupy, zyskaliście nowego sojusznika i jak się miało później okazać, bardzo dobrego i bardzo roztropnego. Choć być może niezbyt wprawionego w korzystanie z wieżyczek antymagicznych. Nie winię go jednak, to jego pierwsze rodeo.

Wspominając jednak o nie pierwszym rodeo, nie było to pierwsze rodeo dla wielu z Was, a osoba do której to określenie pasuje najbardziej - Beren Estel, była waszym przewodnikiem wokół tego co przygotował dla Was mój ukochany Jaszczur. Intruz, jak nazwała go Alexx, czekająca na Was na wyspie. Wyjątkowo krzywdzące imię dla domowego zwierzaka. Choć podejrzewam, że panna Alexx kierowała się mniej ciepłymi uczuciami wobec owego gada. Wracając jednak do przewodnika. Ciężko jest mówić o tym, aby przewodnikiem był sam Beren. To jego ptaszyca wydawała się naprowadzać Was na to co dzieje się wokół. Ona, jej reakcje oraz wymuszone przez nią reakcje na samym Estelu. Nie był jedynym, który zachowywał się, jakby otrzymał cios poniżej pasa. Alexx, będąca połączona duszą z Albonem oraz Kira, połączona z Kiki zareagowały bardzo podobnie na pierwsze odzewy ze strony Jaszczura.

Kluczowy punkt zwrotny w tym jakie było Wasze podejście do tego jak ugryźć tą sytuację. Dlaczego? Któreś z Was słyszało kiedyś o założeniach prostej gry imprezowej "Podziel Pokój"?

...

To jest ten moment, w którym odpowiadacie na moje pytanie.

Halo?

Ah, tak. Wy słyszycie mnie, ja Was nie. Po takim czasie w odosobnieniu kontakt werbalny wydaje się pewny. Może po prostu zbytnio lubię brzmienie mojego głosu. Ponoć zgubna cecha. Tak mówią ludzie.

Wracając - "Podziel Pokój" wymaga od jednego ze swoich graczy wymyślenia scenariusza na tyle trudnego, aby postawieni przed wyborem A lub B pozostali gracze podzielili się na jak najbardziej równe grupy osób decydujących się na jedną i drugą odpowiedź. Im dłużej zajmuje im podjęcie decyzji, tym lepiej sprawił się nasz gracz. Uwierzcie mi, ktokolwiek wymyślił scenariusz dla Was, doskonale się sprawił. Nie tylko podzieliliście się na prawie równe grupy decydując czy Alexx, Beren i Kira oraz ich zwierzęta powinni opuścić wyspę, ale również zeszło się Wam z tym na tyle długo, że wszystko inne co miało miejsce w całej tej przedstawionej mi historii wydawało się zaledwie ułamkiem sekundy. Uwielbiam to wspomnienie. Móc oglądać je z perspektywy każdego z Was to prawdziwy dar. Emocje, konflikt, troska, cele, postanowienia... cudowne!

Przeuroczy krajobraz Nublar tego cudownego dnia.

Decyzja została jednak podjęta. Beren i Kira mieli udać się do Lost Precipice gdzie z daleka od wpływów jaszczura będą bezpieczni i dadzą Wam pracować w spokoju.

Wiecie czego naprawdę nie rozumiem w ludzkiej naturze? Tej przedziwnej skłonności do mówienia w sposób, który nie będzie kłamstwem ale sprawi iż odbiorca będzie pewny iż człowiek zrobi jedno, gdy ten sam człowiek z pełną premedytacją zrobi drugie. W tym miejscu polecałbym brać przykład z asur. One bezczelnie skłamią, a potem zapytane o to dlaczego skłamały, będą zarzekać się iż powiedziały prawdę, jednak w imię wyższych celów zmieniły swoje zdanie i nie było nikogo, kto mógłby być świadkiem ich orzeczenia w tej sprawie, zatem po prostu zrobiły swoje. Iście fascynujące podejście. Ale... dlaczego o tym wspominam? Cóż... później przyszło się Wam dowiedzieć, że mimo iż 6 istnień miało trafić do Lost, tylko Albon i BB faktycznie się tam znaleźli.

Jednak, większość z Was nie miała opcji o tym wiedzieć. Sześć istnień zniknęło, zostało ich dziesięć. Ale jakim cudem dziesięć? W końcu licząc 3 raptory, Steve'a i waszą piątkę wychodzi nam dziewięć. Otóż zmienną w tej układance miał okazać się Wiewiór - rezolutny Ex-Pies Wojny, a teraz Jacek dla Barbary jaką jest Cannaes. Pośrednio, przyjaciel Berena Estela, co jest prawdopodobnie jedynym powodem dla którego trafił na Nulbar. Choć... jego relacje z innymi są dla mnie dość zagadkowe.

Szóstka z Was ruszyła zatem w pełnym uzbrojeniu szukać naszego Jaszczura, w czasie gdy Steve pozostał Waszą jedyną kotwicą monitorującą to co działo się na wyspie poprzez kontrolę przyrządów Alexx. Zaskakujące jak bardzo awansował na skali zaufania w porównaniu z pierwszym spotkaniem. Im dalej podróżowaliście tym bardziej mgliste robiło się Nublar. I choć mgła była niczym więcej jak tylko niewielkim utrudnieniem, to spełniła swoją funkcję lepiej niż nawet śmiałbym przypuszczać. Oczywiście w połączeniu z wydarzeniami sprzed kilkunastu minut. Zaczęła mieszać Wam w głowach. Bo choć Astariss przegnała mgłę tak, byście mogli widzieć na przeszło dwieście metrów, choć Wiewiór i Pyshap wspólnymi siłami zapewniali wam niewidzialność, choć pozbyliście się zwierzęcych towarzyszy połączonych duszami z ich właścicielami, WRESZCIE CHOĆ PFURW ZAPEWNIŁ WAM ABSOLUTNY BRAK WYKRYWALNOŚCI ZAPACHU DZIĘKI SPECYFIKOWI KTÓRYM MÓGŁ POOPSIKAĆ WAS PYSHAP wciąż zadecydowaliście się pokazać w pierwszej chwili, w której zobaczyliście wroga.

Jaszczur.

Owszem, Jaszczur jest imponującym okazem. Nie spodziewam się jednak, żeby zwracanie na siebie uwagi wroga, który całkowicie skupiony był na podporządkowywaniu sobie raptorów pracowników wyspy było mądrym posunięciem. Z wszystkich Was, największą cenę za to przypłacić musieli Pyshap i Astariss. Ten pierwszy, miał okazję przekonać się jak to jest stać się posiłkiem dla wskrzeszonego z martwych raptora. Zabrany z gleby, podrzucony w powietrze i zaciśnięty między niekompletnymi szczękami Jaszczura charr powinien cieszyć się tym, że otrzymał opiekę szybko, a było Was wystarczająco dużo, żeby wymieniać się tym na kim skupiał się wróg. Słyszałem kiedyś określenie "wymieniać się aggro" i skądkolwiek nie pochodziłby ten związek frazeologiczny, jestem pewny, że pasuje tu idealnie.

Pechowo było jednak również dla Astariss, która nie tylko była w stanie wymierzyć granat antymagiczny na tyle dokładnie aby trafić Jaszczura prosto w łeb i otrzymać go w prezencie pod własne nogi, to jeszcze te same nogi musiały dźwignąć ciężar upadającego na nią cielska potwora, co... najdelikatniej ujmując... nie poszło im najlepiej. Bo nie dźwignęły nic a nic, uginając się pod masą zwierzęcia.

Ciało to jednak nie upadło przypadkowo. Wspólnymi siłami odciągających uwagę Wiewióra i Rennei oraz dzięki eksplozjom Evelin oraz młodego asury imieniem Sammy, rozłączyliście głowę (a raczej dzięki płomieniom Wiewióra - czaszkę) Jaszczura od reszty jego tułowia. Lecz czy było to zwycięstwo? Mimo bohaterskich prób Rennei i Wiewióra... niestety nie ostateczne. Czaszka ze świecącym wciąż gniewnie okiem wycofała się wgłąb gleby, w czasie gdy nadchodził kontratak ze strony fauny Nublar. Ptaki, raptory, nawet liżąca oko żaba nadeszły samozwańczemu władcy wyspy z pomocą, skutecznie ograniczając wasze możliwości. Przynajmniej tak długo jak próbowaliście nie wymordować zwierząt będących mieszkańcami rezerwatu. Długo nie trzeba mówić o tym, że kruk atakujący Evelin nie miał dużo szczęścia. Przynajmniej skończył jako pokarm dla innych mieszkańców wyspy. Nic w przyrodzie nie ginie.

Być może poza świadomością tego, że Sammy był w stanie stworzyć z Nancy (raptora Steve'a) mobilny punkt do walki z Jaszczurem, niereagujący na jego magię. Wieżyczki nie poszły na marne. Ba, jedyny trup tego dnia był ofiarą ich działania. Czy raczej tego, że Evelin potrafiła się zamachnąć taką wystarczająco mocno.

Na koniec dnia, okazało się jednak, że ani Steve, ani Alexx nie byli w stanie i nie zamierzali powstrzymywać Kiry i Berena przed dotarciem do Was. Sam widok męża i przyjaciółki wywołał w Astariss wściekłość na tyle dużą iż znów, w jej głowie zakotłowało się na tyle, aby zapomnieć, że termitu nie gasi się wodą. W przeciwnym wypadku powstaje jedynie większa kula ognia, kiedy to woda spala się w tak błyskawicznym tempie iż zmienia się w chmurę tak gorącą iż może zapłonąć ponownie. Odczuli to i Sammy i Evelin i Nancy, która wiozła na sobie obydwójkę.

Nie gaście każdego ognia wodą, dzieci. Jedna z lekcji, którą wyciągnęliście tego dnia z Nublar. Lecz, nie jedyna. W końcu wiecie z czym się mierzycie i jak z tym wygrać.

Prawda?

Extinction

Ah! Jesteście!

Doskonały moment, aby dołączyć. Akurat miałem zacząć streszczać Wam wasze wspomnienia. Hmm... chwila. Jeśli dobrze rozumiem waszą technologię... będziecie mogli tego odsłuchać w każdym momencie jaki uznacie za słuszny. Cóż... w takim wypadku czujcie się powitani. Miłego poranka, południa, popołudnia, wieczoru lub nocy. Miejmy nadzieję, że poprawi ją chwila nostalgii napędzana ponownym odtworzeniem waszych przeżyć. Jeśli nie naocznie, to chociaż obrazem wyobraźni, wspomaganym moimi słowami.

Powróćmy zatem do czasu, gdy spotkaliście się po raz kolejny. Choć mimo iż był to kolejny raz, był to też pierwszy raz. Pierwszy raz, gdy spotkaliście się nie na neutralnym gruncie Lost Precipice, nazywanego przez was pieszczotliwie Precipcią, ale na terenie Rezerwatu Przyrody Nublar. Pierwszy raz, gdy do znakomitego grona jakie stanowili Astariss Estel, Jared Garwarsson, Pyshap Rendgrace, Rennea, Sammy Donut i Tariel Belnades dołączyła też Brylana Estel. Pierwszy raz, gdy mieliście okazję zobaczyć każdego członka zespołu pracowników Nublar. Przede wszystkim jednak - pierwszy raz w pełni gotowi na to co miało na was czekać.

A spodziewaliście się naprawdę wiele. Byliście przygotowani nawet na nadchodzącą mgłę, która ostatnim razem spowiła cały teren wyspy. Tym razem jednak, jeśli nie liczyć nieco porywistego wiatru, żadna anomalia pogodowa nie zjawiła się na wezwanie, na które zjawiliście się Wy. Większość z Was punktualnie czekała przy drogowskazie na molo na resztę ekipy. Powitania były jednak krótkie. Skromne. Nazwałbym to oszczędnym. Nikt z Was nie chciał tracić czasu tak jak poprzednio, gdy wasze próby porozumienia się i odesłania Kiry i Berena do Lost spotkały się ze sporym oporem. Przejmowaliście się pogodą, magią wokół, ilością zwierząt. Mieliście oko na wszystko i za to należą Wam się najwyższe wyrazy uznania. Chylę czoła dla przygotowania. Był to jednak przygotowań zaledwie początek. Nie tylko dla Was, gdyż jak szybko miało się okazać kiedy Sverige zaprowadziła Was w pobliże bazy wypadowej, cała pozostała czternastka pracowników dopinała wszystko na ostatni guzik. Było co dopinać. Nie lada operacja miała się zacząć lada chwila.

Osobą, która miała przyjemność powiedzieć Wam więcej i zostać waszym przewodnikiem wobec planu na nadchodzące kilkadziesiąt minut był Fernando Diaz. Przystojnie uśmiechający się mężczyzna kryjący często swój wzrok za ciemnymi okularami. W jego opinii, z którą mogła nie zgodzić się Yukki, plan był bardzo prosty:

Ekipa z Nublar wyposażona dzięki Wam i waszym odkryciom w mechanizmy blokujące magię w pobliżu, bardzo sprytnie przypięte do raptorów miała stanowić pierwszą linię defensywy. Dzięki popisom Sammy'ego w trakcie waszego ostatniego starcia z Jaszczurem z wyspy jasnym stało się, że zwierzęta będą odporne na magię samozwańczego króla wyspy, jeśli pozostaną w obrębie działania urządzenia. Jedyną różnicą w tym wypadku był rozmiar urządzeń, oraz to jak sprawnie zamontowane zostały na grzbietach wierzchowców. Oczywiście nie mam prawa w żaden sposób krytykować sposobu montażu działka na raptorze w warunkach bojowych, jednak wciskanie metalu między pasy na raptorze na siłę mogło zadziałać... ale wcale nie musiało. Z tego samego założenia wychodziła również Alexx, która osobiście sprawowała pieczę nad tym, aby używane tego dnia urządzenia nigdy nie spadły ze zwierząt, stanowiąc dla nich jak najwięskze zabezpieczenie przed wpływem Jaszczura. Dzięki temu, Wy, czyli druga część drużyny, będziecie mogli spotkać się oko w oko z wrogiem wyspy numer jeden. Bogatsi w wiedzę z poprzednich spotkań, wiedzieliście, że Jaszczur ma jeden słaby punkt, którym było kontrolujące go oko. Najlepiej dostać się do niego traktując wszystko co wokół oka czymś magicznym lub wręcz przeciwnie - antymagicznym, w czasie gdy samo oko musiało zostać zniszczone fizycznie. Do tego Kira i Kiki stanowiły doskonałą przynętę, wciąż będąc w zasięgu oddziaływania magii Jaszczura. Wystarczyło jedynie wyruszyć.

Drugie oblicze samozwańczego króla wyspy.

Wszystko szło zgodnie z planem tak długo dopóki nie okazało się, że przez antymagiczne urządzenia nie macie żadnego kontaktu z Domem, gdzie Alexx i Steve, za wszelką cenę starali się z wami skomunikować. Przykra sprawa, ale nie zawsze o wszystkim da się pomyśleć. Nie zrażeni i właściwie nieświadomi, kontynuowaliście dalej, aż nie natrafiliście na rzekę, gdzie pośrodku, na niewielkim kawałku lądu czekał na Was kot. Nie byle jaki kot. Kot który dostał polecenie znalezienia się dokładnie w tym miejscu. Jaszczur nie spał i starał się przyzwać swoich zwierzęcych towarzyszy. Szczęśliwie, tylko ten kot stanowił dla Was problem, a jak i później się okazało, ostrzeżenie. Atak albowiem nadszedł gdy tylko Rennea była wystarczająco blisko brzegu, aby nawoływać kota. Jaszczur jednak nie zaatakował sylvari, a Tariela i Brylanę oraz ich wspólnie wypożyczonego raptora. Atak nadszedł spod ziemi i gdy tylko Jaszczur pokazał Wam się po raz pierwszy tego dnia, poznaliście jego zupełnie inne oblicze. Oblicze wciąż noszące na sobie znamiona waszych poprzednich walk.

Plik:VNT Darmowy materiał eventowy.png

Doskonały rysunek Pyshapa.

Jaszczur nie był w stanie odnawiać skóry lub zajmowało mu to tak długo, że ten tydzień różnicy pozwolił mu jedynie skompletować szkielet. Nie to się jednak liczyło. Przynajmniej nie od początku. Gdyż po raz kolejny, kilka pierwszych sekund zdecydowanie należało do waszego adwersarza. Atak spod ziemi skutecznie uwięził pechową dwójkę w paszczy potwora, a jedynym co ocaliło Was przed pewnym pożarciem, lub chociaż pogryzieniami piątego stopnia był miecz Brylany, który ustawiła tak, aby zablokować paszczę w jednym ułożeniu. Trick niczym z komiksów. Niestety nie podziałał długo, bo czymkolwiek Jaszczur był, miał jakieś pojęcie o tym, że da się otworzyć paszczę nieco szerzej i przełknąć broń kobiety. Dało to jednak czas pechowej dwójce na ucieczkę, a reszcie na opanowywanie grzbietu zwierza. Tariel, Jared, a potem również Brylana i Rennea próbowali zdobyć głowę szkieletu. Pierwszy do tego był Tariel, a jedynym który utrzymał się na tym rodeo od początku do końca był norn. Na pewno coś godnego wpisania sobie w CV legend, lub... cokolwiek wy nornowie zapisujecie. Dorobek życiowy w formie legendy. Budujemy legendę. Czemuby nie zbudować historii prawdziwej? Legenda brzmi odlegle... często nieprawdziwie, jak opowieść. Nieważne, odbiegam od tego co miało miejsce.

Kimś kto na pewno nie odbiegał, był sam Jaszczur, który nękany przez Astariss, Sammyego i Pyshapa nie był zbytnio w stanie poruszyć się z miejsca. Dawało Wam to potrzebny czas. Był jednak ktoś, kto zatrzymał na dłużej w miejscu nie tylko Jaszczura, ale również i Was, a co najlepsze, również i mnie. Wasz wspaniały nekromanta Grish, jego kultowe moim zdaniem wejście z wyskokiem z hamującego raptora, którego prowadził jego znajomy norn, z zawodu bard. Piosenka którą mieli na ustach pozostanie ze mną na długie lata i nie mam pojęcia czy to dobrze czy źle. Wielka szkoda, że nekromanta z wejściem jak nikt inny nie przewidział jak wyskok z hamującego niemalże w miejscu raptora wyrzuci go w przód. Zamiast idealnych cięć miejsce miało tylko efektowne lądowanie za Jaszczurem. Tam jednak nasz bohater nie był sam. Trafił na Pyshapa, który ciął kości szkieletu, zapominając o tym, że były całkowicie odporne na jego broń. Szczęśliwie, miał do dyspozycji również magię, która tak jak i Tarielowi znajdującemu się nieco wyżej na kręgosłupie i jemu pomagała nadwyrężać wytrzymałość tymczasowego ciała Jaszczura.

Pierwszy raz trafiło jednak w me ręce coś... innego. Serwetka? Nie jestem pewny. Wydaje mi się, że jest to arcydzieło wykonane prawdopodobnie po zakończeniu tego wydarzenia gdzieś w herbaciarni, kawiarni, cukierni czy innym przybytku, który zezwala na chwilę wytchnienia i rozmyślań. Znalazłem bowiem wspaniały rysunek przedstawiający Pyshapa i jego pomysł na cięcie po nogach.

Plik:VNT Shiny remnants of the king.png

Kieł, będący pozostałością po czaszce Jaszczura.

Tu warto wspomnieć, że owe nogi również miały pomysł na atak. Kiedy tylko Astariss i Brylana rozpoczęły lepszy plan, jakim było wyłączenie szkieletu poprzez zniwelowanie magii za pomocą działek, obie prawie padły ofiarą zmiażdżenia. Szczęśliwie, obie potrafiły szybko biegać i miały do dyspozycji koło ratunkowe jakim była teleportacja do noża gospodyni wyspy i owego wydarzenia. Kocham tworzyć długie zdania. To co jednak długie nie było, to czas życia owych nóg, które nadwyrężane przez Pyshapa, Grisha, Tariela i Brylanę w końcu poddały się całkowicie, zrzucając czaszkę chowającą oko wprost w zasięg każdego z Was. I choć ostatnimi podrygami Jaszczur chciał uniknąć marnego losu, to reakcja Rennei i Brylany była wystarczająca. A nie były same. Grish, Jared, Tariel, Astariss i nawet Kira, każde z Was dołożyło swoją cegiełkę, upewniając się że jest już po wszystkim. Mam wrażenie, że gdyby nie to, że każde z Was pragnęło dołożyć coś od siebie do ostatniego podrygu Jaszczura, czaszka nie eksplodowałaby w taki fantastyczny sposób, zamieniając zęby na pociski namierzane waszą magią.

Prawda jest jednak taka, że nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Każde z Was zostało trafione kłem z czaszki o nadnaturalnych właściwościach. Wszystkie noszące w sobie znamiona Jaszczura, mogą stać się teraz gwizdkiem na psy, kiedy tylko zdecydujecie się użyć własnej magii do skorzystania z usług artefaktu. Prawdziwie poetyckie zakończenie, w którym pozbyliście się Jaszczura z Nublar... ale nosicie jego część ze sobą. Cóż. Ci którzy się na to zdecydowali oczywiście. Do tego przygarnięte zwierzęta, przede wszystkim Frenia. Wiewiórka, o puchatym ogonku i wielkim talencie do uczenia się wszystkiego co Jared ma ochotę jej pokazać.

Kolejne... cudowne... zakończenie.

Zakończenie, które mimo swej pięknej otoczki napawa mnie pewną... obawą. Obawą, iż z jakiegoś powodu utracę kontakt z waszymi wspomnieniami. Moją pierwszą myślą jest tchnięcie ich w księgi, które udało mi się tu sprowadzić, tak, aby nigdy nie zgubiły się i nie zaginęły w tej ogromnej spirali jaką nazywacie życiem. Zwłaszcza tak zabieganym jak wasze. Miejmy nadzieję, że księgi okażą się nieco bardziej trwałe niż te... śmieszne kolorowe kulki. Pozostaje tylko mieć nadzieję.

Spodziewam się, że to... wszystko. Choć... ponieważ już jestem w stanie się z Wami kontaktować... pożegnam Was słowami...

Do zobaczenia. Dziękuję Wam za tą rozrywkę.